Rozgrywka, która o mało nie skończyła się…

Dziś kontynuuję opowieść o swoich trenerskich doświadczeniach, w których gry szkoleniowe odegrały kluczową rolę. Ta, którą za chwilę poznasz mocno zapadła w mojej pamięci…

Kilka lat temu prowadziłem warsztat dla 14 osób – pracownicy z różnych stanowisk, branża przemysłowa. Przewaga mężczyzn. Dało się wyczuć, że niektórzy z nich między sobą rywalizują.

Jednym z punktów programu była rozgrywka z wykorzystaniem Nowego świata. Dzięki tej grze grupa doświadcza tego, jak ważna jest otwarta komunikacja, wzajemne zaufanie – szczególnie między zespołami, a także otwarte mówienie o potrzebach zespołu.

4 drużyny – 4 klany. Każdy z nich wyposażony w cztery części mapy, które nie prezentują jednolitego fragmentu terenu.

Ich zadaniem jest podchodzenie do innych grup i próba wymiany fragmentów mapy z innymi klanami tak, aby złożyć obraz terenu, na którym będzie pewien charakterystyczny motyw.

Ale jak to zrobić? Nie wiemy przecież kim oni są, jakie mają nastawienie i czego mogą od nas oczekiwać… Czy pokażą nam swoje fragmenty mapy? Czy będą chcieli się wymienić?

A co, jeśli nas ubiegną w wyścigu i jako pierwsi zameldują się na statku, który odchodzi do nowego, lepszego świata?

Pytań i obaw rodzi się wiele. Uczestnicy podchodzą do innych z ostrożnością i sporą dozą niepewności. I tak było w tej grupie.

Jednak w pewnym klanie gra mocno uruchomiła rywalizację

Niechętnie dzielili się wiedzą i z dystansem podchodzili do wysłanników z innych klanów. Wyraźnie coś planowali… 

Gdy w pewnym momencie odwiedziła ich wysłanniczka jednego z klanów, oni poprosili ją o pokazanie fragmentów mapy, z którymi przyszła. Ku jej ogromnemu zdziwieniu (i mojemu również – choć nie dałem tego po sobie poznać) zabrali jej jeden fragment i kazali odejść. Dialog został ucięty! Zdezorientowana wróciła do swojego klanu. Tam czekała na nią męska część grupy, rozpalona do czerwoności po tym, gdy zobaczyli co się wydarzyło.

Wzburzenie narastało, atmosfera gęstniała

Ci, którzy “zyskali” fragment, triumfowali. Ci, którzy padli ofiarą podstępu, chcieli szybko odbić swoja własność nie przebierając w środkach. Emocje narosły do tego stopnia, że gracze o mało nie wyszli ze swej roli, przywołując mnie i wskazując, że powinienem interweniować wobec zaistniałej “niesprawiedliwości” – Wiktor widziałeś to!?! Nic z tym nie zrobisz?

Powiedziałem, że “nie” i poprosiłem o kontynuowanie. Wskazałem, że to oni sami muszą rozwiązać ten spór. Patrząc na rozpalone twarze uczestników dodałem również, że nie mogą odwoływać się do siłowych rozwiązań, a także aby pamiętali o zasadach, które przyjęliśmy na początku warsztatu. 

Panowałem nad sytuacją, jednak przyznam, że po raz pierwszy widziałem aż tak silne emocje podczas gry.

Nie pamiętam już kto wygrał. Pamiętam za to, że dzięki rozgrywce mieliśmy bogaty materiał do omówienia. Podczas moderowanej dyskusji, pomogłem im wyciągnąć konkretne wnioski i wypracować rozwiązania dotyczące tego:

  • jak będziemy wzmacniać zaufanie, szczególnie między naszymi zespołami?
  • jakie zachowania będą wspierały współpracę?
  • kiedy rywalizacja będzie destruktywna, a kiedy konstruktywna?

W trakcie omówienia rozgrywki pojawiło się też pytanie, o to dlaczego nie zareagowałem w kryzysowym momencie. Przeprowadziłem wówczas dyskusję o samodzielności członków zespołu. A sami uczestnicy dodali wartościowe wnioski dotyczące umiejętności radzenia sobie z problemami, bez potrzeby każdorazowego angażowania lidera.

Czego nauczyła mnie ta rozgrywka?

Że na sali można się spotkać z różnymi sytuacjami. Potwierdziło się, to jak ważne jest ustalanie kontraktu z grupą. Dzięki niemu miałem się do czego odwołać w kryzysowym momencie.

Nauczyłem się również, że warto zachować spokój i zmobilizować uczestników do kontunuowania gry. Myślę, że nie mielibyśmy tak bogatego materiału do omówienia, gdybyśmy zakończyli grę w tym niełatwym momencie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *